Choć nie mam pewności, czy pokazane prezenty dotarły już do pożądanych rąk to zaryzykuję i je ujawnię.
Otóż planowałam inaczej, a wyszło jak zwykle :) To znaczy prezent planowałam na urodziny pewnej niewiasty (które były nota bene miesiąc temu....ech....) ale nie wyszło, bo zabierałam się za nie jak pies do jeża. No trudno, będą na Święta. Bałam się dosłownie wszystkiego co miałam w zamiarze zrobić. A więc woreczek na "przydasie" dla blogującej-gotującej Oli z transferem oraz koty...bo Ola jest kociarą jak talala.
Woreczek...marzył mi się taki, aby go zrobić, ale to był mój pierwszy raz i odkładałam jego uszycie, bo nie wiedziałam zwyczajnie co z tego wyjdzie...transfer...no tu niestety nie jestem zadowolona, bo choć transfer jest trwały to przy nanoszeniu rozmazuje się pieron. A koty...chciałam uzyskać efekt "szkła", ale też chyba muszę to dopracować. Ale że darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda, to mam nadzieję, że koleżanka będzie zadowolona.
To tak na koniec coś jeszcze w temacie świąt pokażę:
Pozdrawiam cieplutko.