Nie miałam weny do tego naszyjnika...najpierw powstały ciasteczka, ale co by tu dodać, co by nudno i standardowo nie było...drewniane misie kiedyś tam przybyły, a na te koraliki ceramiczne cracle wpadłam przypadkiem i uznałam, że mogą się przydać...no i się przydały właśnie teraz. No tasiemki to już wiadomo...muszą być i już.
Przyznam szczerze, że mam jeszcze kilka pomysłów, które chciałabym wykonać, ale nie wszystko mogę, nie do wszystkiego mam siły...do maszyny nie zasiądę...brzuch nie pozwoli a i młody w nim się buntuje jak go przygniotę...a miały powstać walentynkowe serduszka...nie w tym roku niestety. Na Wielkanoc pewnie też nic nie zrobię, bo przy trzylatku i noworodku...może uda mi się jakiś pasztet upiec :) Ale, potem jak się wezmę do roboty, to wióry polecą :)