Uparłam się na na maszynę do szycia. Będę szyła - postanowiłam twardo. Przekonałam męża do zakupu powyższej. Zakupiona leżała...ponad miesiąc, aż postanowiłam do niej zasiąść. Pokupowałam cuda-niewidy...jak najbardziej potrzebne i wyjątkowo konieczne natychmiast :) A czas leciał...Nie noooo - mówię sobie, przecież trzeba coś uszyć. Więc na pierwszy ognień poszła gąska. Po całych problemach z nitkami, ich zakładaniem, zrywaniem, plątaniem, uciekaniem i zbijaniem dałam radę.
Może teraz już pójdzie lepiej...






